
wydarzyła mi się sprawa niebywała .
Ze spaceru przyszłam -zmarzłam przeokropnie ,nawet jeść mi się nie chciało ,
Pokipiałam trochę we fotelu -na ratunek się udałam do piwnicy .Po...sok malinowy .
Gdy wróciłam z butelczyną coś mi nie pasiło .Na nalepce...pismo ...Romka .
Umarł w 2003 roku .
Spróbowałam .
Przednie wino z dzikiej róży .Noo -ja myśle...osiemnaście lat skończyło...
może nie byłoby aż tak wielkiego szoku ,lecz
ROMEK NIE PIŁ
I NIE ROBIŁ NIGDY WINA Z DZIKIEJ RÓŻY...
idę płakać!
no bo jak nie płakać jak prócz kwiatów dostałam wino
z tamtego świata...

żyję ,żyję...
jeszcze
bez przesady cienia ...cudem .
Oczywiście moja wina że mnie wykosiło bo po działce chodziłam ubrana nader lekko .
Mam od zawsze zaburzone uczucie zimna ,mnie jest zawsze ciepło ...
w takich przypadkach Romek mawiał ,,przyodziej się bączku ,jest ci zimno ,siorbasz nosem"
pewnie mówił także teraz lecz nie dosłyszałam...
no to przyniósł wino...
A tu lato się ...skończyło...
ale za to Święty Krzyż się znalazł...
oraz nowa czterolistna koniczynka ....
no !tym razem bez przesady cienia mogę Wam powiedzieć :
MIAŁAM SZCZĘŚCIE....
oraz się wydarzył ..cud
dla Was z tej historii prosty morał :
jeśli polatacie sobie w samym swetrze gdzieś pod koniec listopada to zdecydowanie lepsze jest
wino z dzikiej róży niż sok malinowy .
To wiadomość na sto procent pewna ,bo z zaświatów .
Dzięki Romku .