Caladium White Queen
Sama byłam ciekawa czymże zacznę pisanie o moich roślinach . Zdałam się na los, los zdecydował , że zacznę od kaladiów.
Mojej wielkiej, wieloletniej miłości...
Skąd wiem,że to miłość?
Bo kiedyś je straciłam wszystkie budząc wiosną nieumiejętnie, a miałam wiele odmian...
Okazało się , że moje życie bez kaladiów jest całkowicie bezbarwne... Nie ma się czemu dziwić, gdy się popatrzy na ten ,,listek"...
jeden!
Życie jest przedziwnie skonstruowane- znaczenie czegoś poznajemy dokładnie wtedy, gdy stracimy,,,
Przeorałam pół Polski wszerz i wzdłuż-mam na nowo barwne życie...
Na razie kilka odmian-
mam nadzieję , że przybędzie...
Czemu aż tak ważne? Mam w domu wszystkie okna na południe, nie mam od lat firanek, jak ja to nazywam,,brudnych szmatek".
Za firanki ,,robią"kwiaty. Pod oknami drzewa, tworzą zielone tło. Gust kwiatowy to mam taki- ma być obłędnie kolorowo.
Wymyśliłam na ten gust nazwę-SEN PIJANEGO WARIATA PO MESKALINIE...
Kaladia są precyzyjnie i dokładnie w tymże guście...
kleję precyzyjnie to kaladiowe okno moje...
coś w tym roku idzie długo....
się pocieszam-wolno-może ładniej wyjdzie?
patrząc bowiem na niektórych ludzi to wrażenie mam...że powstali w biegu...
na kolanie...