
Bocian nie związał mi się na Węgrzych
bo powiedział ,że tu jego kraj .Patriotą jest !
kursor lata mi jak mysz . Po pustym sklepie
Stronę znowu za mnie pisze ruski troll -wyżej patrz
Troll .Ucz się od bociana .
Jak chcesz trollem być .Naszym .Narodowym .Polskim .
To naucz się po polsku .
Bo muszę chamie po tobie poprawiać .
Przepraszam ! to nie o chamach miałam pisać .Wprost przeciwnie...
tylko strasznie nie lubię jak ktoś w moim gmera .
Czy paniusia słyszy ?
A ja napisałam tylko ,że
BOCIAN NIE ZWIAŁ NA WĘGRY .GOŁY FAKT .NIE ZWIAŁ .
JAK WIDZICIE DZIELNIE NA SIEBIE WZIĄŁ SWÓJ LOS .
Szeryf to prawdziwy bo ...
zima szczerzy na Nas swoje wraże kły .I szczerzyła będzie nadal ...a tu Tadek chory ...niby rzecz banalna ,lecz jest ...sam .
W domu który sam zbudował .Własnoręcznie .Dla rodziny .Czy możecie Sobie coś takiego wyobrazić ?
Tadek ,który całe życie innym pomagał zimą i w chorobie został ...sam .
Gdy to zobaczyłam (przez przypadek ) to gorąco Bogu dziękowałam .
Że nie dał mi ,tak jak chciałam domku z ogródkiem .
Bo to piękna rzecz .Kiedy człowiek młody .Zdrowy .A na starość to najbardziej mieć chce
pokrętło na kaloryferze .

Od tematu abstrahując .Gdy upadłam w te moje urodziny .Na Wawelu .W katedrze .Za ostatnią ławką ,tak ,jak mi kazano to
się rumor zrobił .To Pan pewien ze z ostatniej ławki wstał .I z katedralnej posadzki mnie zeskrobał .
Człowiek ,gdy na plecy walnie a na plecach plecak ciężki sam nie wstanie .I wygląda nader śmiesznie .
Toteż wyszłam z tej katedry .Lecz byłam niedomodlona .Do Wojciecha sobie poszłam .Nie zbaczałam z drogi .
Wojciech to mój ukochany kościół . U Wojciecha ksiądz akurat kazanie miał .
Ksiądz był szczupły ,niebywale wręcz charyzmatyczny .
Ksiądz pytanie zadał garsteczce wiernych .Wojciech to nie katedra .
Prosił byśmy przemyśleli .
CO BYŁOBY GDYBY BÓG SPEŁNIŁ WSZYSTKIE NASZE PROŚBY .

Nie będę Was kłamała ,że przestałam od tej chwili mimrzyć (czyli zawracać Bogu głowę ).
Lecz zostawiam Bogu wolną wolę .
W końcu dał mi Tytę -nie prosiłam -mam .
To faktycznie może lepiej wie ?
bo przez Tytę ta historia przytrafiła się.

A latając do Tytusi (prawda ,że okropnie jest podobna do mnie ,a charakter też ma po mnie )wpadłam też do Tadka .
By mu leki przeciwbólowe dać ,mam to mogę się podzielić bo choroba jest ta sama .
Patrzę i co widzę .Konsumuje rybkę z blaszanej puszki i powiada :
umiesz liczyć ? licz na siebie .
Tadek to powiedział !!!

Nie kochani !wszyscy mogą tak powiedzieć .Wszyscy ,lecz nie Tadek .
I spokooojnie obserwuję sobie .
Pospolite ruszenie na Wierzbowej .
Droga wydeptana jak w niedzielę do kościoła .
Każdy leci a pod burką coś chowa .
Kotlecik schabowy ,miseczkę zupy , karpia trzy kawałki .
Wszystko by odkarmić Tadka .
Lecz najbardziej mi się Pani Zosia spodobała .
Ma ...no...jakby to powiedzieć by dyplomatycznie było .
Wiem ! ma po osiemdziesiątce .I to grubo .
To był ten dzień ,gdy z nieba leciał lód ,Pod nogami szklanka .
Ona szła .Zgięta w pół .Tobołeczki w obu rękach .
Szła by ratować Tadka .
A ja za Nią szłam .
Asekurowałam ją ,choć o tym nie wiedziała...
Pani Zosiu ! jesteś wielka !
A MNIE CIEPŁO .
CIEPŁO KOŁO SERCA .

I Tadkowi też jest ciepło .
A konkretnie to od wczoraj .
Rurę od piecyka przetkał mu kominiarz .
Gaz przywieźli .
Także wczoraj .
Siedzi .
Na gitarze gra .
Śpiewa Sobie .
Baterflaj o baterflaj
świat jest piękny
baterflaj .
Czy na pewno aby ???