
to była trudna noc....
lecz mnie oświeciło gdzieś nad ranem .
Walić prosto w oczy- przecież już od dawna mam upoważnienie .
BĘDĘ
rano zaś -nie uwierzycie -okazało się ,nie działa telewizor .
Mówisz-masz ,też nie pierwszy zresztą raz .
Ale pierwszy raz zwróciłam się z prośbą do Jezusa z Obidowej .
I...
zadziałał

tak wygląda moja starość!
To ,co widać z tyłu to jest plecak sławny ,który moje dzieci tak okrutnie razi w oczy .
Nie wiedzą bidulki czemu ,lecz ja wiem
POŚWIĘCONY
wasza również będzie taka jeśli nie zechcecie z diabłem w tej samej grać orkiestrze -zrobią Wam absolutnie wszystko bez żenady .
Zaakceptowane ,przyklepane przez :władzę prawo oraz sprawiedliwość.
Niekoniecznie zresztą starość -młodość także .
O tym również będzie lecz nie teraz
WIESIEK -PRZYŚLIJ BODAJ ESEMESA -ZADZWONIĘ -PRZECIEŻ WSPÓLNA NASZA DROGA!
Jest nas zresztą znacznie więcej ,wczoraj pokazywali Panią ,z pracy ją wylali z wilczym biletem bo...nie chciała świadczyć jaśnie państwu w pracy
wyrafinowanych usług seksualnych.
Ja się wreszcie dowiedziałam czemu się przewracam na prościutkiej drodze ,palce od nogi mi się pod spód podwijają i...leże.Przerabiałam wczoraj aż trzy razy.
w galardii -nie jest to trudna droga terenowa .Ile za to zapłacili ?Ile za mojego raka? ile za łeb ukręcony ?chyba nie 3,69 ?

tak mogłabym pisać w nieskończoność ...
o złości ,podłości ,zawiści ,nienawiści ....
mogłabym bo mam na ten temat do powiedzenia wyjątkowo dużo .
Mogłabym ,lecz nie będę !
Bo wtedy właśnie ,tego 13 nomen omen czerwca przyleciał na moją zachwaszczoną i paskudną działkę
skarabeusz .

gdybyście mogli zobaczyć jak On leciał ...
od słońca wprost na mnie ,centralnie .
Aparat miałam w plecaku ,nie uchwyciłam skarabeusza w locie ,lecz nigdy ,już do końca życia tego widoku nie zapomnę .
Było tak jakby leciał najpiękniejszy szmaragd .
Skarabeusz Swoją ma historię ,kiedyś dawno temu miałam załamania chwilę ,stanęłam na środku kuchni ,zapytałam BOŻE -JESTEŚ ?
w tym momencie patrzę a tu po podłodze kuchni ...idzie sobie ...skarabeusz .Wiedziałam ,że coś muszę zrobić ale nie wiedziałam co .
Wzięłam w słoik i zaniosłam Go na działkę ,posadziłam na spróchniałym pniu akacji .Później Go widziałam jeszcze raz ,w szklarni .
Ucieszyłam się ,że żyje ,jest mu chyba dobrze .Teraz zaś przyleciał(to był widok !)usiadł mi na ręce .
A dokładnie w tym momencie gdy myślałam ...o Jezusie z Obidowej .
ŻE JUŻ WIEM DLACZEGO PŁAKAŁ W PAŹDZIERNIKU
Wy też może się domyślicie .
pospacerowałam z Nim przez chwilę ,powiedziałam kilka słów tak czułych jak do nikogo nigdy
i...
posadziłam na spróchniałym pniu akacji ,który się jeszcze całkiem nie rozleciał .
No nie będę przecież chodzić jak wariatka jakaś ze skarabeuszem
na ręce
ale wiem ,że ze mną JEST