no widzicie sami -znowu trwa zabawa -tym razem nie mogę zamieszczać zdjęć ,ale będę próbowała .
Strasznie komuś zawadzam....

hura
udało się
już za trzecim razem...
od początku .Miałam sen .Taki nius elektryzował całą rodzinę jeszcze wtedy gdy ją miałam .
Snu Wam nie opiszę ,jest zbyt straszny .
Szło w nim o koronawirus .
No niestety -ja przeżyłam...
wstałam rano i do komputera jak co dnia.
Patrzę i nie wierzę oczom .
Rok temu precyzyjnie i dokładnie SZŁAM
tą drogą
do
Jezusa
na Obidowej ,Piątkowej Górze lub Chabówce .
wtedy nie wiedziałam nawet ,że istnieje ...
z jaką precyzją niebywałą zostałam do Niego skierowana....

nie był to przypadek pierwszy w moim życiu
nauczyłam się ...słuchać
każą iść ...to idę...

nie wiedziałam dokąd wiedzie mnie ta Droga
do Jezusa
który płacze
przez ten rok ,który minął zrobiłam absolutnie wszystko co w mojej mocy
by nie płakał....

dziej się wola Nieba...

zaś dziś -nad ranem czyli zrozumiałam
jakie było snu przesłanie .
ŻE DOBRZY ,ŻYCZLIWI LUDZIE...WYGINĘLI
pozostali ci wyłącznie co mi pragną dupę obić...
Jezu ...dobry Jezu z Obidowej któryś płakał
ZABIERZ TAKŻE MNIE...
NIE CHCĘ ŻYĆ NA TAKIM ŚWIECIE ...NIE!!!

8 październik godzina pierwsza .
Jakoś wcześnie dzisiaj wstałam...
umrzeć....
umrzeć otóż to cholernie jest wygodnie
Tylko co się stanie wtedy ,gdy ja umrę z tym maleńkim kotkiem?
bo On w tym śnie za mną biegł.... dzielnie biegł
zapadał się za każdym susem w śnieg po czubek nosa
a ja....
a ja biegłam z głową odwróconą w tył i krzyczałam:
biegnij
Biegnij
BIEGNIJ....
Wiem!
gdy ja umrę to ten mały zabidzony kotek stanie się tygrysem
giełdy....
i obijał będzie dupy
innym.
No widzicie Sami -sory-
Bóg ma rację tak jak zawsze
ja nie mogę umrzeć....
jeszcze raz sory....