płonie,płonie stodoła ,płonie aż strach...
aż kurzy się z niej...
Co to za stodoła?
Ano nasza demokracja...
tu do czegoś Wam się przyznać muszę.
Mimo dość miłej aparycji i poczucia humoru (czasem ono chore) raz na jakiś czas śmiertelnie poważna bywam.
Przy wyborczej urnie.
Ale zanim przed nią stanę i podejmę wybór to ja jak ten pies myśliwski...
wlezę wszędzie i wywęszę wszystko.
I tak było i tym razem.
No bo zanim głos swój damy to musimy wszystkich stron wysłuchać -nie?
od tej strony to ja ta po prawej
ten dół to mnie strasznie korci.
Bo zadaję sobie pytanie nieodmiennie :
co ja tutaj u cholery jeszcze robię.
No bo wyobraźcie tylko Sobie -stała się rzecz bez precedensu chyba w dziejach.
Na debatę przedwyborczą z trzech kandydatów na prezydenta przybył...jeden !
Podziękowałam mu za to ,że w ogóle przybył.
No bo gdyby nie -strach pomyśleć -MY -MIESZKAŃCY DEBATOWALIBYŚMY SOBIE SAMI .
TAKIE ŁADNE MIASTO,TAKIE ŁADNE MIASTO...
to na spacer długi poszłam...
znowu!
Ludzie !
Ja nie mogę tak bez przerwy spacerować...
mam po operacji nogę...
Po powrocie w popłoch wpadłam-jak to babcia...
pewnie chory.
Na fejsbuka włażę a tu okazało się ,że:
Miał dokładnie ten sam pomysł!
Też na spacer poszedł...
Zamiast !
Bo ja po!
teraz...
teraz to się zajmę pielgrzymką Ewelinki do Ziemi Świętej...
bo są w życiu sprawy ważne...
ORAZ NAJWAŻNIEJSZE
Wyborami to się zajmę jutro -dzięki Bogu ,że wyborcza cisza.
Bo kandydat -jedyny ,który przyszedł podebatować sam ze sobą to powiedział tak :dokonajcie wyboru w zgodzie ze swym sumieniem.
Cie ?
Młody a tak trudne słowo zna...
Zaś mój wybór znacznie gorszy jest...
między sercem i sumieniem...
No trzymajcie za mnie kciuki...