© 2009-2026 by GPIUTMD

ale 

w STARACHOWICACH

tu !

Pierwszy dzień.

Bo trwało trzy i przez trzy dni byłam tu.

A pierwszego dnia aż dwa razy...

chciałam za wszelką cenę złapać obiektywizm ,o kosmosie zaś wiem mniej więcej tyle co o pieprzu kura.

Pierwszy dzień nazwiemy ŚLIMACZY.

DZIŚ JUŻ WIEM ,ŻE ŚLIMAKIEM W SWEJ SKORUPIE BYŁAM JA.

A zaczęło się normalnie...

Pan Prezydent pewnie znowu się dowiedział ,że na przystanku śmieci...

oraz autobusy jeżdżą niepunktualnie...

halo Ziemia,halo Ziemia...

odbiór.

ale...

fotografka moja ulubiona już we włosach miała gwiezdny pył...

to powinnam wiedzieć ,że nam się zaczyna kosmos.

W Starachowicach.

Nie ?

ale najpierw trzeba było wygrać walkę ze ślimakami.

Już wyjaśniam.

Otóż  grasuje tu na wielkim piecu ich odmiana endemiczna.

Co oznacza ,że istnieją tylko tu i na świecie wielkim nigdzie nie.

I przegrały ze z kosmosem.

Wygrać ze ślimakiem...

to dopiero chwała...

oraz cześć...

.

można wskoczyć już w ubranko i na Mars...

melduję posłusznie gotowość do lotu.

cooo.

Tym?

taż to strasznie będzie piździć w uszy.

Racja!

zapomniałam że na głowę dali garnek...

a gorszymi pojazdami też jeździłam w życiu...

jadziem.

nieważkości stan...

no .Rychtynio ziemski.

Mars!

Jak żywy...

jest czerwona ziemia...

i kosmiczna sonda również jest .

oraz skład.Budowlany.

no -marsjański...

i rudera też kosmiczna...

zaś rudera ,sonda oraz budowlany skład to krajobraz tworzą wprost nieziemski...

nie z tej ziemi...

no wiadomo -bo marsjański przecież...

to dopiero się dziwują zaproszeni goście...

bo tam to trudno było usłyszeć język polski.

Sama zagranica.

A my kosmos tutaj mamy...

lecz...

Marsa tego zaludniają fajni ludzie...

tylko...

tam pojazdy trzeba...nosić.

To na popych tam nie idzie ?

kwilunia

w stanie nieważkości chyba jestem

jeszcze

no bo skoro to łaziki są

marsjańskie

no to kto właściwie tutaj łazi ?

i te kable ...i te kable...

komputera ja podłączyć nie potrafię a tu tyle..

.

coś pustawo na tym Marsie...

to opuszczam goi ja...

lecz wróciłam bo...

ślimaki.

Bo ja (wstyd  powiedzieć )to pieprzony ekolog jestem.

Tak mnie określił jeden pan, któremu chciałam wydrapać oczy -wyrąbywał moje buczki.

To znaczy nasze.

A ślimaki także nasze!

Bo tam było dużo pustych skorup...

może któryś armagedon przeżył ?

przeżyły!

dwa.

Chciałam wpuścić w krzaki to mnie przegonił pan z ochrony.

Tu -na Marsie znaczy chyba pieprzonych ekologów...nie ma...

mam nadzieję ,że to była para.

Znaczy samiec i samica.

Jeśli tak to dadzą radę i na Marsie...

pracowity strasznie był to dzień...

no wiadomo...

jak to w kosmosie...

.

drugi dzień imprezy.

Godzina 16   35.

Pusto...

Głucho...

Po marsjańskich stepach hula wiatr...

i dzień trzeci .

Przyjść musiałam bo...

wykład...

o meteorytach.

Niecodziennie mi się zdarza taki ..

przyszłam i..

nogi to mi się związały we w gordyjski węzeł.

Z wrażenia...

są !są!są!

są ludzie!

Tu uwaga jest.

Głęboka.

Do organizatorów wszystkich imprez.

Impreza na której nie ma ludzi to samogwałt -nie impreza .

znów czerwona ziemia Marsa...

znów łaziki

ranyjulek!

łażą !

rzeczywiście !

Łażą

to i ja polazłam również...

tam ,gdzie ciągnie serce...

l

lecz popatrzcie sami...

czego to przyroda nie wymyśli...

dodatkowo dowiedziałam się ,jak roladę taką można zdobyć....

to jest  zdjęcie poglądowe jak natura cuda tworzy.

Zwykła skała...

zaś to w środku to...ametyst...

i...udało mi się zdobyć całkiem nową miłość...

chryzoprazy...

pora teraz poleźć na imprezy koniec .Łał...

to tyle tego tu łaziło...

ale...

najważniejsze jest tu...tło...

czyli...

GWIEZDNE DZIECI

i o gwiezdnych dzieciach będzie

będzie

będzie

w Moim Świecie

gwiezdne dzieci bowiem to mój świat

tylko o cierpliwość błagam

bo naprawdę  ostatni dzień wakacji i ta impreza to jest do nich krótki wstęp .

ale nie jest to imprezy koniec...

teraz będzie gwóźdź..

a nawet dwa...

pierwszy :

meteory

dla nich przecież tu przylazłam -nie?

i ten temat z bólem serca wielkim to...odłożyć muszę.

Na półeczkę...

ale będzie

będzie 

będzie...

tuż po gwiezdnych dzieciach.

Zaś na razie...

wykład był

o meteorytach.

W MOIM MIEŚCIE

wykładowca  ze z Poznania

z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza

Gwiezdne Dziecko!

z której konstelacji przybył nie spytałam....

nie wiem...

i...

pozwalał w rękę wziąć

cóż-odwaga duża -kawał gwiazdy błyskawicznie koroduje.

WIELKIE DZIĘKI.

Nie będę opisywała jak to jest gdy trzymamy w dłoni kosmos.

Nie potrafię !!!

Było przyjść i też potrzymać se samemu.

i ostatni gwóźdź programu...

raczej ćwiek...

Dzieci.

Nasze dzieci.

Endemiczne.

Starachowiejskie.

Najwspanialsze czyli...

ale też o dzieci tu się dba...

tutaj taki klimat specyficzny,tu sie dzieci nie tresuje ,tu się dzieci wychowuje...

tu się dzieciom pokazuje świat..

a nawet..

wszechświat...

a ja ,stara -głupia to walczyłam o ślimaki...

tylko u nas ,w NASZYM MIEŚCIE to od góry przykład idzie .

Nasz Prezydent Marek Materek -bo to ważne -podejmował kiedyś dzieci sprawne umysłowo inaczej.

W którymś mieście również podejmuje?

Jeśli tak to rączka w górę.

Otóż dzieci jak to dzieci deczko były rozbrykane.

Jedna zaś dziewczynka Prezydenta Sobie upodobała-mądre dziecko.

Podlatywała waląc Go po plecach i wołała głośno:

bejek Matejek.

Śmiechu było co niemiara.

zaś tych dzieci ,NASZYCH DZIECI to naprawdę było tutaj dużo...

ja zaś myślę sobie tak :

JEŚLI KTÓREŚ Z NICH SIĘGNIE KIEDYŚ GWIAZD TO JEST TO WARTE WSZYSTKICH ŚLIMAKÓW ŚWIATA...

tylko żal...

tyle u nas pięknych imprez...

jakby na nich mój Szaniczek czadu dał...

nie mam dziecka to dam czadu ja.

To mój widok z okna ,czyli szlakowisko  ,na którym mieszkam.

Czysty Mars ,tylko trawę pomalować na czerwono .

Ślimak to tu nie grasuje żaden !

gęsie pipki i francuzy syte rozrzuciło by się po całym areale to by zapach był mniej przeraźliwy...

sale wykładowe  i namioty zostałyby tam gdzie były-pasowały jak ulane.

Przecież to o rzut beretem tylko...

gdyby dało się coś zrobić razem w Moim Mieście..

gdyby nas nie były miasta dwa...

gdyby tak jak my z Szanisiem -serca dwa a w jednym ...

wtedy byk spokojny -Ochotnicka -czyli ja...

ten ,który unika zwady...nie lubi wojny...

popatrzyłby na łaziki nasze-znaczy starachowiejskie...

i by poooszedł spacerkiem pod ulubione drzewo...

i by wąchał kwiatki...

stokrotki...

i

bławatki...